|
|
A potem zobaczyłam, że vavada rejestracja to nie jest wcale jakaś skomplikowana sprawa — kilka kliknięć, mail, hasło, i już. Pamiętam, że wtedy pomyślałam: dobra, spróbuję, ale tylko raz, dla zabicia czasu, bo za tydzień mam zamówienie na wesele i muszę się skupić na tym, a nie na jakichś grach. Wpisałam dane, spojrzałam na zegarek, doszłam do wniosku, że mam jeszcze dziesięć minut, zanim przyjdzie pierwsza klientka, i weszłam. I wiecie co? Siedziałam tam dłużej niż dziesięć minut. Dużo dłużej. Ale nie żałuję.
Zacznę od tego, że ja nie jestem typem osoby, która wierzy w łatwe pieniądze. Prowadzę kwiaciarnię na obrzeżach miasta od siedmiu lat, mam dwoje dzieci, męża, który pracuje na budowie, i kredyt, o którym staram się nie myśleć wieczorami. Więc kiedy po raz pierwszy zobaczyłam te wszystkie migające ikonki, te automaty, te liczby, to moja pierwsza myśl była taka: no proszę, kolejny sposób na wyciągnięcie kasy od zmęczonych ludzi. Ale że byłam zmęczona, a telefon grzał mi ręce, to kliknęłam dalej. Wpłaciłam pięćdziesiąt złotych. Nie więcej, bo więcej bym nie wpłaciła, nawet gdyby mi ktoś obiecał, że dostanę bukiet róż wielkości samochodu.
|
|